Się dzieje. Ostrzegam, że będzie chaotycznie.
Młody był chory. Półtora tygodnia temu jak zaczął haftować, tak skończył po 7 dniach. Było bombowo, zwłaszcza jak się popłakałam w pracy z bezsilności, że nie wiem jak temu gówniarzowi pomóc i ulżyć. Po 5 dniach ciągle mówił, że jest głodny. Ciągle wymyślał co on by zjadł. Nawet na marchewkę gotowaną patrzył, jakby była największym smakołykiem na ziemi. Choroba ta nazywa się... angina. Objawy choroby: gorączka 39 stopni, wymioty, ból gardła. A jak już skończył chorować, to tak się rzucił na jedzenie, że w 2 dni nadrobił te 7. Jadł bez przerwy, buzia mu się nie zamykała.
Teraz byliśmy w sklepie, zażyczył sobie oscypka (rolada ustrzycka, ale cicho). Pokroić w plastry i na talerzyk. Zeżarł ze 6 plasterków. Syn swojego taty :)
Mama się wyprowadza. Rzeczy w zasadzie wszystkie spakowane, czekają w pudłach, workach i torbach podróżnych. Jak na "dorobek życia" nie jest tego zbyt wiele - my chyba mieliśmy więcej, jak przenosiliśmy się z 35m na 60m. Ale my braliśmy sporo mebli, mama bierze tylko parę rzeczy. Mieszkanie kupiła para z synkiem w wieku Bartka (5-6 lat). Na ten weekend zaplanowane jest przewożenie mamy rzeczy - część pojedzie do babci i poleży, dopóki mama nie kupi mieszkania; część przyjedzie do nas, i razem z mamą będą u nas mieszkać.
Są plusy i minusy. Plus na pewno jest taki, że będzie z kim dzielić codzienność. Chociaż akurat od dzielenia jej z mamą trochę się odzwyczaiłam. Jak będę potrzebować opieki nad Tomkiem, to będzie już na miejscu. Mama gotuje, chociaż nie jestem przekonana, czy to plus. Bo jednak tłuściochy i smażochy.
Minusy są takie, że obie się odzwyczaiłyśmy od mieszkania ze sobą, znowu będziemy się ścierać. Mama będzie mi przestawiać, układać, kłaść serwetki i obrusy. Komentować. Chrapie. Tomka łóżko przenoszę do naszej sypialni, czyli ja będę miała problemy ze spokojnym spaniem, jak to matka, śpię czujnie. Chcę, żeby mama miała swój pokój, swoją przestrzeń, a co za tym idzie żebyśmy my zachowali swoją przestrzeń,
No i musimy trochę zagęścić w mieszkaniu - wchodzi dodatkowa osoba, potrzebne miejsce w szafie, w łazience, na półkach. Mama na razie traktuje rzecz jako tymczasową, ale z rok u nas pomieszka, może i dłużej. Bo upatrzyła sobie już mieszkanie, w bloku który powstanie obok naszego, a póki co spółdzielnia czeka na pozwolenie na budowę. Czyli rok, półtora, do dwóch. Zobaczymy, czy się nie pozabijamy.
Z tą sprawą wiąże się kolejna. Mama musi oddać mieszkanie wolne od lokatorów, a jakoś wszyscy zapomnieli, że Misiek jest tam zameldowany. A nie jest łatwo wymeldować faceta, bez jego obecności, i bez książeczki wojskowej. Są więc niezłe mecyje. Aktualnie czekamy na przesyłkę kurierską, którą Misiek wysłał wniosek o wymeldowanie bezpośrednio ze Szkocji do Urzędu Miasta. Takie buty.
Teraz z kolei ja jestem chora. Zapalenie gardła, zwolnienie do końca tygodnia.
Z powodu złego, bardzo złego samopoczucia, ścięłam się dzisiaj z szefem. Jak by Wam to wyjaśnić... Szef coś zrobił, dla ulepszenia mojej pracy i ogólnie pracy biura. Tylko chciał to wykonać zupełnie bez głowy, przez co wyszłoby utrudnienie, a nie ulepszenie. Coś w rodzaju: kupię nowe ksero, ale postawię je 4 m dalej. Ścięliśmy się bardzo, ja przesadziłam i on przesadził. Po 2 godzinach przyszedł i zadysponował, że ma być po mojemu. Po czym pogadaliśmy chwilę, i powiedział że od kiedy jestem, wprowadził wiele zmian, które wyszły ode mnie. To było bardzo miłe, w sumie.
Zdaję sobie sprawę, że kto nie zna całej sytuacji, nie bardzo wie o co w tym chodzi, ale Ci co wiedzą, to wiedzą. A jak ktoś potrzebuje wyjaśnień - jestem do dyspozycji.