niedziela, 29 sierpnia 2010

Klub Szalonych Dawnoniedziewic

Jakoś tak się porobiło, że w naszej rodzinie tylko kuzyn Robert utrzymuje komplet i kuzynka Magda. No, poza babcią i dziadkiem oczywiście. Pozostali albo rozwiedzeni, albo w rozłące emigracyjnej.
Wczoraj 3 kobitki spotkałyśmy się u Madzi. Dzieci szalały w sowim pokoju (Boże błogosław Kasię!), a babki przy cytrynówce gadały o mężach, dzieciach, teściowych, pracy, i wszystkim co nam do głowy przyszło.
Trochę oderwania od kieratu każdemu się przyda.
Konkluzja jest taka, że trochę jesteśmy jak kobity na Śląsku, gdzie chłop tylko wiecznie na szychcie siedzi, a baby razem się trzymają. Zdecydowany deficyt mężczyzn w rodzinie. Najwidoczniejsze jest to zjawisko u babci, kiedy na stół trafia miodóweczka. No i kto? ostatnio tylko Lutek i Robert. Jak już nasi mężowie wrócą to będą nadrabiać :-)

czwartek, 19 sierpnia 2010

Na smutki.

Każdy ma jakiś sposób na smutki. Ja mam jeden z najbardziej zgubnych - jedzenie, zwłaszcza słodycze. Podobno jest to jeden z najłatwiej dostępnych pocieszycieli, najtańszy, sklepy otwarte do późna. No to zakupiłam sobie dzisiaj chałwę i dwa rodzaje ciastek, zasiadłam wieczorem przed telewizorem i zaczęłam pożerać. Czy pomaga? Się zobaczy, szkodzi na pewno. Dużo zdrowszym pocieszycielem byłyby surowe warzywa... a kogo to obchodzi? Cukier w dużych ilościach, to jest to co lubię. Rozważałam jeszcze alkohol, ale e tam. Cookies!


Byłam dzisiaj u dentysty, dostałam 3 zastrzyki znieczulające, w odstępach 15-to minutowych, bo nie chciały działać, mam rozorane pół szczęki i wydałam na to 100 zł. Najgorzej się czuję płacąc u dentysty. Wychodzisz od fryzjera - wyglądasz extra, łatwo za to zapłacić. Kupujesz coś dla siebie - tak samo. Ale dentysta? A rekordy bije zabieg usunięcia zęba, przez co przeszłam już kilka razy. Wchodzisz do gabinetu, dostajesz znieczulenie, tracisz zęba (ja akurat 3 razy straciłam zdrowego zęba z powodów ortodontycznych), potem dziękujesz i płacisz, niezłe pieniądze. A potem jeszcze z tydzień dokucza ci ból po zębie. Głupie.

Było dziś też kilka miłych zdarzeń, wyszliśmy ze szpitala z Tomkiem - w końcu, dostałam przelew od Miśka - w końcu, umyłam włosy - w końcu (po szpitalu, brrr), mama je zafarbowała. Zjadłam dobry obiad, który zrobiłam sama, a nie to szpitalne bezsmakowe g. No i rozmawiałam z Misiem, acz króciutko. Jak widać dentysta przeważył. Ale ciacha - pyszne :)

niedziela, 15 sierpnia 2010

Szybko poszło.

Od dwóch tygodni jestem słomianą wdową. Teściowa przeżywa, jakby Misiek był gdzieś na drugim końcu świata i nie miał dostępu do niczego. Ale czasy się zmieniły: teraz są konta bankowe z kartami, sklepy sieciowe, komórki, Skype i samoloty. Mieszkając w Szkocji Misiek może robić zakupy w Lidlu i Tesco, rozmawiamy codziennie bo ma do mnie darmowe minuty, widzimy się na Skype, a jak zechcemy się dotknąć to wsiadamy w samolot i po 3 godzinach możemy się spotkać osobiście. Możemy mu wysłać paczkę, która nie zginie po drodze, a kurier dostarczy do drzwi, wcześniej umawiając się telefonicznie na konkretną godzinę.

 Jedynym utrudnieniem jest kasa. Bo jednak te wszystkie dobra kosztują - i ten internet dzięki któremu jest Skype, i te polskie kiełbasy w delikatesach, i te bilety lotnicze kupowane w ostatniej chwili.

Decyzję o wyjeździe Michała podjęliśmy dość nagle, bilet kupiony tydzień przed wylotem był drogi, ogólnie koszty wyjazdu były spore - no bo specjalne zakupy, większe wydatki na telefon, później te wszystkie niezbędne do komunikacji urządzenia. Czy się opłaci? Na pewno. Może jeszcze nie w tym miesiącu, ale jeszcze w tym roku.


Póki co mieszkamy sobie osobno, każdy ma swoje problemy i sprawy do załatwienia, i tylko wieczory mamy wspólne - z telefonem i Skypem.