Dziadek kaszlał, kaszlał, leczył się antybiotykiem na zapalenie płuc, aż pewnego dnia złapały go duszności, przyjechało pogotowie i zawieźli dziadka do szpitala. Zrobili mu tam prześwietlenie i okazało się, że ma w płucu guza, dość dużego, nie wiem dokładnie ile.
Dziadek, rocznik 1930, jest pacjentem wysokiego ryzyka i już od lat nie chcą go operować.
Ogólnie mówiąc, pozostaje tylko czekać.
Oczywiście babcia też się z nerwów pochorowała, i jak to babcia - cały dzień słuchała morza w muszli klozetowej.
Już 5 lat temu nie chcieli mu wyciąć tego guza, bo było wysokie ryzyko, że nie przeżyje operacji, a z guzem to miał szanse trochę jeszcze z nami pożyć. Teraz pozostaje tylko nadzieja, że trochę go podleczą, bo wyciąć pewnie nadal nie będą mogli :( Przerażająca perspektywa :(
OdpowiedzUsuń