czwartek, 19 sierpnia 2010

Na smutki.

Każdy ma jakiś sposób na smutki. Ja mam jeden z najbardziej zgubnych - jedzenie, zwłaszcza słodycze. Podobno jest to jeden z najłatwiej dostępnych pocieszycieli, najtańszy, sklepy otwarte do późna. No to zakupiłam sobie dzisiaj chałwę i dwa rodzaje ciastek, zasiadłam wieczorem przed telewizorem i zaczęłam pożerać. Czy pomaga? Się zobaczy, szkodzi na pewno. Dużo zdrowszym pocieszycielem byłyby surowe warzywa... a kogo to obchodzi? Cukier w dużych ilościach, to jest to co lubię. Rozważałam jeszcze alkohol, ale e tam. Cookies!


Byłam dzisiaj u dentysty, dostałam 3 zastrzyki znieczulające, w odstępach 15-to minutowych, bo nie chciały działać, mam rozorane pół szczęki i wydałam na to 100 zł. Najgorzej się czuję płacąc u dentysty. Wychodzisz od fryzjera - wyglądasz extra, łatwo za to zapłacić. Kupujesz coś dla siebie - tak samo. Ale dentysta? A rekordy bije zabieg usunięcia zęba, przez co przeszłam już kilka razy. Wchodzisz do gabinetu, dostajesz znieczulenie, tracisz zęba (ja akurat 3 razy straciłam zdrowego zęba z powodów ortodontycznych), potem dziękujesz i płacisz, niezłe pieniądze. A potem jeszcze z tydzień dokucza ci ból po zębie. Głupie.

Było dziś też kilka miłych zdarzeń, wyszliśmy ze szpitala z Tomkiem - w końcu, dostałam przelew od Miśka - w końcu, umyłam włosy - w końcu (po szpitalu, brrr), mama je zafarbowała. Zjadłam dobry obiad, który zrobiłam sama, a nie to szpitalne bezsmakowe g. No i rozmawiałam z Misiem, acz króciutko. Jak widać dentysta przeważył. Ale ciacha - pyszne :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz