Od dwóch tygodni jestem słomianą wdową. Teściowa przeżywa, jakby Misiek był gdzieś na drugim końcu świata i nie miał dostępu do niczego. Ale czasy się zmieniły: teraz są konta bankowe z kartami, sklepy sieciowe, komórki, Skype i samoloty. Mieszkając w Szkocji Misiek może robić zakupy w Lidlu i Tesco, rozmawiamy codziennie bo ma do mnie darmowe minuty, widzimy się na Skype, a jak zechcemy się dotknąć to wsiadamy w samolot i po 3 godzinach możemy się spotkać osobiście. Możemy mu wysłać paczkę, która nie zginie po drodze, a kurier dostarczy do drzwi, wcześniej umawiając się telefonicznie na konkretną godzinę.
Jedynym utrudnieniem jest kasa. Bo jednak te wszystkie dobra kosztują - i ten internet dzięki któremu jest Skype, i te polskie kiełbasy w delikatesach, i te bilety lotnicze kupowane w ostatniej chwili.
Decyzję o wyjeździe Michała podjęliśmy dość nagle, bilet kupiony tydzień przed wylotem był drogi, ogólnie koszty wyjazdu były spore - no bo specjalne zakupy, większe wydatki na telefon, później te wszystkie niezbędne do komunikacji urządzenia. Czy się opłaci? Na pewno. Może jeszcze nie w tym miesiącu, ale jeszcze w tym roku.
Póki co mieszkamy sobie osobno, każdy ma swoje problemy i sprawy do załatwienia, i tylko wieczory mamy wspólne - z telefonem i Skypem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz