Takie miałam plany na wczoraj, oj oj! Miałam sobie spokojnie, relaksacyjnie, przygotować się do wieczornego wyjścia. Kąpiel, kaweczka, golareczka, perfumki, przymierzanie kreacji. Od 8:00 rano do 16:00? Kupa czasu. Jeszcze bym dojechała ze sporym zapasem na kręgle.
Mama zadzwoniła koło 11:00, akurat jak odkurzałam (no bo porządki też zaplanowałam). Poprosiła żebym przyszła, bo bardzo źle się czuje i chyba będzie trzeba wezwać pogotowie. Poprzedniego wieczora sama wzywała, dostała zastrzyk przeciwbólowy, po którym przespała całą noc spokojnie. Ale od rana znowu się zaczęło. Jeszcze zanim wyszłam z domu zadzwoniła do mnie mamy sąsiadka, Kasia, żeby mi powiedzieć że mama bardzo źle wygląda. Ot, opieka sąsiedzka.
Poszliśmy zatem w pośpiechu do mamy. Zadzwoniłam na pogotowie, była 11:30. Pan dyspozytor zasugerował, żeby może taksówką się wybrać, bardzo starał się nie przyjąć zgłoszenia, ale nie miał wyjścia. Powiedział też, że nie ma wolnych karetek i to może długo potrwać. Jak długo? nie wiadomo. Mam czekać. Po godzinie zadzwoniłam znowu, i dostałam informację, że karetka jest w drodze. Przez tą godzinę siedzieliśmy w małym pokoju z Tomkiem i staraliśmy się nie przeszkadzać.
W końcu przyjechało pogotowie. Dwóch panów - jeden spisywał raport a drugi przeprowadzał wywiad i badanie, czyli jeden lekarz i jeden sanitariusz. Lekarz pobadał, pomacał, pomierzył i mówi tak: "Mogę Pani podać zastrzyk przeciwbólowy i przez parę godzin będzie Pani miała spokój. Ale potem znowu trzeba będzie interweniować. Proponuję wyjazd do szpitala. Nie będę Pani przekonywał, decyzja należy do Pani. Trzustka wygląda na obrzękniętą, a z uwagi na historię choroby sugeruję badania w szpitalu."
Taki bardzo spolegliwy lekarz.
No to spakowaliśmy mamie torebkę i pojechała.
Na kręgle ledwo dojechaliśmy na 17:00. Wieczór mi się udał, dzięki pomocy Marzenki, która zajęła się Synem.
Dziś jedziemy do mamy dowieźć jej parę rzeczy. Lekarze podejrzewają piasek czy kamień do usunięcia, może jutro będzie miała już zabieg.
Pozdrów Ciocie.
OdpowiedzUsuń