sobota, 2 października 2010

Złota rączka.

Dziś nauczyłam się naprawiać spłuczkę podtynkową.
Łatwo nie było. Jeszcze może gdybym była przy montażu, to wiedziałabym od razu, ale nie byłam, więc zdrowo się nagłówkowałam. Na szczęście udało się naprawić bez demolki, tzn wyłamania czegoś niepotrzebnie. Zrobiłam tylko małą ryskę śrubokrętem, zupełnie zbędną, bo do spłuczki można się dostać przez przycisk, lekko zdejmując klapkę, jak w telefonie komórkowym klapkę na baterię. A te wszystkie fachowe porady "przez przycisk" można o kant tyłka rozbić, bo wcale nie chodzi o przycisk, tylko to co dookoła! Przynajmniej w mojej spłuczce. Paznokcie i palce bolą mnie jak szlag, od prób wyciągnięcia tego cholernego przycisku.
Śpieszę donieść co się zepsuło: Syn w złości walił ręką w przycisk i od spodu wypadł ten element łączący przycisk i spłuczkę. I trzeba było plastik włożyć, zamknąć klapkę, i po robocie.
Ha!
Ale żarówka w przedpokoju poczeka na męża, niech ma :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz