środa, 20 października 2010

Oby do piątku.

Mój emigrant przylatuje w piątek. Zaraz w progu zostanie przechwycony przez narząd ssąco-gryzący :) Nie wyśpi się, raz że przez żonę, dwa że przez syna, który z pewnością około 6 rano będzie chciał sprawdzić, czy tatuś już jest.
W sobotę do południa będziemy się byczyć, a potem wybieramy się do teściowej na obiad. Misiek zamówił sobie na pierwsze danie sernik a na drugie - szarlotkę. Bo obiad to on sobie sam może zrobić... Sobotni wieczór zarezerwowany jest, nie wcale nie dla mnie, dla kolegów. Spodziewam się, że wróci baaaardzo późno i baaaaardzo nietrzeźwy.
W niedzielę z kolei będą łączone urodziny moje i mamy, więc znowu rodzinnie. A potem, w tygodniu, co podleci. Lekarze, urzędy, banki, wszystko co odkładaliśmy od 3 miesięcy :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz