Najgorsze są wieczory. I weekendy. Ale w tygodniu wieczory są najtrudniejsze. Nie dość, że wtedy najbardziej dokucza samotność, brak osoby żeby się wygadać, poklepać po pupie, przytulić, pocałować, to jeszcze Syn dokłada swoją łyżkę dziegciu - przez to, że nie sypia w dzień, po 18:00 zamienia się w potwora.
Pod koniec tygodnia kładzie się spać nawet przed 19:00, bo nie da się z nim wytrzymać. No i niestety, nie czuje jeszcze weekendów, więc wstaje wtedy 6:00-7:00, no bo "carpe diem", nie matka?
Całe szczęście, że mam mamę, i jak potrzebuję, to zawsze mogę się pozbyć zmrola, chociaż na parę godzin.
Ciężko nam, tylko we dwoje. Niedługo spędzimy 8 dni we troje. Co prawda Misiek już jest zewsząd zabukowany, ale zawsze to będzie pod ręką.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz