Od czego by tu zacząć? Może od faktów. 1,5 tygodnia temu szef, poprzez innego pracownika, zapytał mnie czy mogłabym pojechać z nim i dyrektorem produkcji na targi w Monachium.
Czasu do namysłu miałam mało, bo zapytanie było w środę a wyjazd w niedzielę. Mama zgodziła się zająć Tomkiem przez tydzień, więc zgodziłam się na wyjazd. W sumie, zdążyłam się już nacieszyć, że przez tydzień nie będzie szefa, a wiadomo: kota nie ma, myszy harcują. A tu dla odmiany byłam przyklejona do szefa niemal jak rzep. Na szczęście szef ma bardzo ludzkie oblicze i nie było żadnej sztywnej atmosfery w jego obliczu.
Kolejnym miły akcentem było otrzymanie gotówki na zakup "odzieży służbowej". Tekst był taki: "przecież nie może Pani wyglądać jak kopciuszek". Okazało się, że oni już zaopatrzyli się w odpowiednią garderobę, czyli po 5 białych koszul. Poświęciłam na te zakupy całą sobotę, aż do zamknięcia Magnolii. W życiu bym nie podejrzewała, że będę mieć takie problemy z wydaniem 800 zł! Mamma mia! Przez 4 pierwsze godziny chodziłam po sklepach i nie mogłam się na nic zdecydować. Ale jak już skasowałam pierwszą spódnicę, dalej poszło jak wodospad. Najgorzej było z butami - wiadomo, jak się idzie na imprezę w nowych butach, to się nie może dobrze skończyć. I tak, niestety, było i w tym przypadku. Niby buty na niskim, prawie płaskim obcasie, ale niewygodne jak szlag. Jeszcze mam zdeformowane stopy po nich. (Przy okazji: nie kupujcie w Boot Square - dzisiaj przy mnie 2 kobity składały reklamację).
Następnego dnia, około 10:00 rano, wysłałam szefowi adres, skąd ma mnie zabrać. Ode mnie mieliśmy jeszcze jechać po kolegę do Środy Śląskiej. Plan był taki, że wyjedziemy koło południa, na miejscu będziemy 17-18, cacyk. Niestety, to był tylko bardzo niewyraźny szkic. Okazało się, że szef miał dzień wcześniej hardkorową imprezę, godzina wyjazdu przesuwała się, aż ostatecznie stanęło na 16:30. Ode mnie. Jeszcze przystanek w Środzie. Dzięki błogosławieństwu niemieckich autostrad na miejscu, czyli w hotelu Best Western w Neufarn, byliśmy koło 22:30. Szkoda tylko, że nasza rezerwacja anulowała się automatycznie z wybiciem godziny 18:00.
Nie, nie, skądże, to nie wina szefa, tylko osoby, która rezerwowała hotel. Trzeba było albo zaznaczyć odpowiednie pole w momencie rezerwacji (przy pytaniu czy ma być aktualna po 18:00) albo wysłać numer karty kredytowej mailem, w celu potwierdzenia rezerwacji.
Tak więc staliśmy jak te debile w hotelowej recepcji, kolega, który prowadził auto ledwo zipał po 6 godzinach jazdy, szef się gotował, a ja się przyglądałam, bo cóż innego. Nasze pokoje poszły na pniu z powodu targów - last minute kosztuje 2 razy tyle, co rezerwacja z wyprzedzeniem. Pani w recepcji, po wysłuchaniu tyrady szefa jacy to oni są wredni i nieodpowiedzialni, zadzwoniła to jakiegoś sąsiedniego hotelu i załatwiła nam jedynkę i dwójkę. W Best Western od razu, zapobiegawczo zostawiliśmy numer karty kredytowej, w celu potwierdzenia pozostałych 2 rezerwacji, dla reszty kolegów. I pojechaliśmy do Gasthauzu, którego nazwy nawet nie potrafimy powtórzyć, ale szczęśliwie był 2 minuty drogi stamtąd. Mogliśmy się więc w końcu położyć i odpocząć. Bez kolacji, bez możliwości rozpakowania bagaży i zadbania o te wszystkie ciuchy, wymagające wyprasowania i powieszenia.
Na szczęście panowie wieźli koszule w pokrowcach, rozwieszone, a ja miałam na podorędziu jedną kieckę nie wymagającą prasowania.
Początkowo plan był taki, że jeszcze pojedziemy na targi i zostawimy ekspres do kawy, filiżanki, napoje, itp. No ale w tej sytuacji nie mieliśmy już ani czasu, ani siły na takie wycieczki. Czy wspominałam, że całą drogę siedziałam z tyłu (to akurat chciałam) wtulona między nasze walizki i koszule panów? Bagażnik pełen był właśnie soków, szklanek, filiżanek i słonych orzeszków. Luksusy, nie? Dobrze, że auto szybkie, niemieckie i komfortowe - audi A4.
Podsumowując: ciuchy w walizkach, targi od jutra startują od 9:00 rano, a my jesteśmy bezdomni. Co dalej?
O tym następnym postem :)
Ja bym nie miała większych problemów by wydać 800zł na ciuchy :D Teraz zakupy gorzej mi idą, bo jestem ograniczana finansowo :(
OdpowiedzUsuńSztuką jest wydać mądrze :) Mogłam kupić 1-2 rzeczy, ale wolałam więcej, ot co.
OdpowiedzUsuń